Nasza polszczyzna – o podobnie brzmiących słowach

Niektóre słowa w naszym języku brzmią bardzo podobnie, a w zapisie tylko nieznacznie różnią się od siebie. Z tego powodu myli się czasem ich znaczenie, używa jednego zamiast drugiego i powstaje galimatias, który może prowadzić do nieporozumień.

Takimi często mylonymi wyrazami są m.in. czasowniki „adaptować” i „adoptować”. Słyszy się czasem, jak ktoś mówi, że „ chce zaadoptować strych na mieszkanie”, ktoś inny zaś oznajmia, że sąsiedzi „właśnie zaadoptowali dziewczynkę. W obu tych wypadkach użyto niewłaściwych wyrazów. W pierwszym powinno się znaleźć słowo „zaadaptować”, a w drugim „zaadoptować”. „Adaptować” znaczy przerabiać, przystosowywać coś do innego użytku, niż pierwotnie przewidywano. Można więc np.: adaptować piwnicę na magiel albo – z trochę innej dziedziny – adaptować opowiadanie na scenę, czyli zrobić z niego sztukę teatralną. Można także adaptować się do nowych warunków życia, pracy, czyli przystosowywać się, przyzwyczajać do nich . To dotyczy zarówno ludzi (powiedzieć można – „dziecko łatwo albo trudno adaptuje się do warunków szkolnych”), jak i zwierząt czy roślin (np. „pewne rośliny tropikalne łatwo adaptują się w naszym klimacie, a inne wcale”). Od tego czasownika pochodzi wyraz adaptacja, występujący choćby w takich wyrażeniach, jak adaptacja filmowa czy adaptacja do życia w niewoli.

Zupełnie co innego znaczy czasownik „adoptować”. Oznacza on: uznawać wobec prawa obce dziecko za własne. Adoptować – to inaczej przysposobić dziecko, usynowić je. I tylko do takich sytuacji, które mówią o tym procesie, należy ograniczać używanie tego wyrazu i słów od niego pochodzących. Można więc mówić o adoptowanym synu czy córce, ale np. o garażu powiemy zawsze, że „jest adaptowany na pracownię”. Od czasownika „adoptować” pochodzi wyraz adopcja, używany przede wszystkim jako termin prawny, a znaczący tyle, co usynowienie, przysposobienie dziecka.

Jedną głoską w (mowie) i jedną literą (w piśmie) różnią się też rzeczowniki „aklimatyzacja” i „klimatyzacja”. Nic więc dziwnego, że i one często są mylone i używane niepoprawne. Warto więc przypomnieć, co który z nich znaczy. Otóż „aklimatyzacja” to wyraz z tego samego kręgu znaczeniowego słów, co „adaptacja”. Odnosi się on do organizmów żywych, a oznacza przystosowanie się roślin, zwierząt albo ludzi do nowych warunków klimatycznych, w których mają żyć te organizmy. Mówi się więc o aklimatyzacji zebr afrykańskich, które zostały przywiezione do naszych ogrodów zoologicznych, a także o tym, że nasi zawodnicy, którzy pojechali do Meksyku, muszą przystosować się do tamtejszego klimatu, czyli że musi nastąpić ich aklimatyzacja. Słowo to może też oznaczać przyzwyczajenie się do nowych warunków, do nowego otoczenia. Tak więc, żeby ktoś się gdzieś dobrze zaadaptował, musi się najpierw zaaklimatyzować w tym nowym środowisku.

Zupełnie inny jest krąg zjawisk, do których odnosi się słowo „klimatyzacja”. W tym wypadku chodzi o stworzenie odpowiednich warunków fizycznych w zamkniętych pomieszczeniach. Rolą klimatyzacji (urządzenia) jest zapewnienie odpowiedniej temperatury i składu chemicznego powietrza znajdującego się we wnętrzu, niezależnie od warunków jakie panują na zewnątrz. Można zatem powiedzieć, że jakiś hotel ma dobrą klimatyzację, a nie, że ma dobrą aklimatyzację albo, że sklep jest klimatyzowany, a nie że jest aklimatyzowany, bądź że w autobusie zawiodła klimatyzacja.

A zatem, kiedy dogrzeje czerwcowe słońce, trzeba będzie pomyśleć o tym, żeby nasz organizm zaadaptował się do nowych warunków, czyli żeby przeszedł dobrą aklimatyzację. Bo jeśli to nie nastąpi, nie pozostanie nam nic innego, jak kupić i założyć w mieszkaniu klimatyzację, która wprowadzi miły chłodek.